Most Ponińskiego
Po tym jak Wisła uporała się z mostem Zygmunta Augusta, Warszawa przez wiele dziesiątków lat nie mogła się doczekać wybudowania nowej stałej przeprawy. Nauczeni przykrym doświadczeniem, książęta i królowie, nie chcieli wydawać pieniędzy na coś, co w każdej chwili mogło zostać zrujnowane. Przez długi czas budowano więc jedynie okresowe przeprawy rzeczne, głównie na okoliczności elekcji nowego króla. Wtedy, jako że do Warszawy zjeżdżała się szlachta z całej Polski i Litwy, stawiono tymczasowe mosty łyżwowe, których kosztem obarczano w dwóch trzecich Koronę i w jednej trzeciej Litwę.
Takie mosty były również stawiane np. w trakcie potopu szwedzkiego. I to przez obie strony konfliktu. Tym nie mniej aż do początku XVIII wieku, co któryś z nich skonstruowano, to zaraz musiał spłonąć. Dopiero król Stanisław August Poniatowski, w 1864 roku, tuż po objęciu przez siebie tronu Rzeczypospolitej, wyłożył 30 tys. złotych na budowę stałej przeprawy przez Wisłę. Niestety jak się okazało przekazana kwota była zbyt niska, aby wybudowany most na stałe służył mieszkańcom stolicy. Skonstruowano więc most łyżwowy, który zimą, musiał zostawać rozbierany.
W 1775 roku z ciekawą ofertą wystąpił w sejmie podskarbi koronny książę Adam Poniński. Zaoferował on bowiem, że pokryje poważną część budowy przeprawy przez rzekę, jednak w zamian, przez okres dziesięciu lat będzie mógł pobierać pieniądze za jej użytkowanie. Jak powiedział tak też się stało i bardzo szybko u wylotu ulicy Bednarskiej stanął most. Miał on jednak również konstrukcję przenośną. Nazwany potem Mostem Ponińskiego, zbudowany był z ułożonych obok siebie potężnych drewnianych bali. Piesi płacili Ponińskiemu za przejście 2 grosze, przejazd karety kosztował 20 groszy, a za załadowaną bryczkę należało zapłacić złotówkę.
Pomimo iż zastosowana konstrukcja była niezwykle prymitywna, to jednak okazała się być o wiele trwalszą od wszystkich poprzednich. Most był dwukrotnie (w latach 1781 i 1786) uszkodzony przez płynącą krę. Jednak dzięki prostej konstrukcji, szkody te można było od razu naprawić. Faktyczny kres mostu nastąpił dopiero w 1794 roku, w czasie powstania kościuszkowskiego. Tym razem jednak niszczycielski okazał się czynnik ludzki. Po dokonanej przez Rosjan rzezi Pragi, najwyższy naczelnik powstania Tomasz Wawrzecki, aby uniemożliwić wojskom carskim przeprawę na drugą stronę Wisły, rozkazał aby most został natychmiast spalony.
Potem co prawda został jeszcze prowizorycznie odbudowany, jednak w 1806 roku skutecznie zniszczyła go armia pruska. I znów się okazało, że Warszawa została skazana na prywatnych przewoźników oraz na sezonowe mosty łyżwowe. Jednak po roku 1820 zaczęły się pojawiać co raz liczniejsze pomysły na wybudowanie stałego mostu.